Kawa z herojami - Pascha w strefie wojny, Ukraina 2015 r.

 

Jak smakuje źle zmielona kawa z herojami i co ma do tego historia Gedeona?

Pascha w 30 Batalionie – Ukraina 2015

Mój trzeci wyjazd do strefy ATO na Ukrainie trwał w czasie Paschy zgodnie z kalendarzem prawosławia. Czas świąt kojarzy się z byciem w domu, pięknymi i pełnymi ducha uroczystościami, liturgiami… Nie wszyscy mogą. Żołnierze muszą być tam, gdzie ich skierowano.

Wielu znajomych pyta mnie dlaczego tam jeżdżę. Przecież mogę zginąć. Przecież tylko tracę i nie wiadomo czy ktoś mi się kiedyś odwdzięczy. Skąd masz pewność, że Ukraińcy cię nie wykorzystują a potem zostawią? Właściwie po co tyle kilometrów? Można przecież wysłać paczkę, kartkę z życzeniami. A tak ? Kilometry w aucie. Jedziesz, jedziesz, jedziesz… Potem zmęczenie podróżą połączone ze spotkaniem. Czy warto nadstawiać łeb dla tych kilku chwil spotkania? Czy warto nadstawiać łeb dla ludzi, którzy często mają złą opinię w innych krajach przez historię i wygłupy jednostek? Ostatecznie można stwierdzić, że nic wielkiego się nie dzieje kiedy tam jadę - wojna się nie kończy, a żołnierze nagle nie dostają odpowiedniego sprzętu do obrony. A jednak coś powoduje, że chce się pokonać te 1800 km by nic wielkiego nie zrobić, a spotkać się. Co to takiego ?

Nie chcę znowu pisać o szczegółach podróży – bo co tu niby ciekawego w jeździe samochodem? Ani też o ilości podarków, czekolad… Choć bardzo się cieszę kiedy mogę, dzięki życzliwości ludzi, zabrać je ze sobą i bardzo za to dziękuję. Nie da się opisać słowami jak cieszy widok żołnierza, który siada na czołgu, wyciąga z kurtki czekoladę i zajada się ciesząc się promieniami słońca. No cóż - PASCHA! Scena jak z telewizyjnej reklamy czekolady. Ważne, że była dla niego ta chwila, bo rodzina daleko…

Chcę tym razem napisać to, co sam widzę i jakoś odczytuję, kiedy patrzę na  sytuację jaką spotykam i porównuję ją z Biblią.  Jakoś w życiu mam tak, że często kiedy coś się wokół mnie dzieje, szybko znajduje wyjaśnienie lub porównanie w Biblii. Można oczywiście stwierdzić, że to przesada i nadinterpretacja. Jednak skoro Biblia może być podstawą do stworzenia odpowiedniego systemu działania przywództwa, marketingu, uczciwej i sprawiedliwej ceny… to dlaczego nie mogłaby opisać tego, co spotykam wśród żołnierzy w ATO.

 

IZRAEL SIĘ LĘKA

Izraelici [znów] czynili to, co złe w oczach Pana, i Pan wydał ich na siedem lat w ręce Madianitów. A ręka Madianitów zaciążyła nad Izraelitami, tak że przed Madianitami kopali sobie schronienia w górach, jaskinie i miejsca obronne. Zdarzało się, że ledwie Izraelici co zasiali, przychodzili Madianici i Amalekici oraz lud ze wschodu słońca i napadali na nich, a rozbijając obozy naprzeciwko nich, niszczyli plony ziemi aż ku granicom Gazy. Nie pozostawiali Izraelowi żadnych środków do życia - ani owiec, ani wołów, ani osłów. Zjawiali się bowiem wraz ze stadami i namiotami, a przychodzili tak tłumnie jak szarańcza: liczba ich i wielbłądów była niezwykle wielka. Tak wpadali do kraju, aby go pustoszyć. Madianici wtrącili więc Izraela w wielką nędzę. Poczęli zatem Izraelici wołać do Pana.

Szósty rozdział Księgi Sędziów zaczyna się od gorzkich słów: Izraelici nadal czynili to, co nie podoba się Panu. Bóg więc zdecydował, że wyda ich na siedem lat w ręce Madianitów. Ci zaś, będą ich prześladować, grabić… Za co taka kara? Była to kara  za lęk przed bożkami Amorytów. Nie za oddawanie im czci, nie za ich przyjęcie jako swoich, ale za lęk przed nimi. Izrael chował się więc jaskiniach, próbując uratować co się da i przeżyć.

Za każdym razem kiedy ląduję na ukraińskiej ziemi, mam wrażenie, że w tych ludziach jest wiele lęku. Ciągle się czegoś lub kogoś boją. Widać to już przy samym sprawdzaniu paszportów. Lęk przed złą odpowiedzią na pytanie celnika. Często trzęsące się ręce… Na tym polega lęk przed bożkami. Przecież za szybą siedzi taki człowiek jak ja, tyle że w mundurze celnika i wykonuje swoją pracę. Jednak lata złego ustroju w państwie zrobiły w głowach ludzi swoje. Ludzie wpadają w skrajności i obojętnie z której strony szyby są.

W czasie pobytu w strefie ATO – spotkałem lekarza, który jest już długo na wojnie. Prócz tego, że miał niezwykłe oczy o bardzo jasnej tęczówce, to dziwił mnie w nim jakiś niepokój. Twarz przepełniona miłością zmieszaną z głębokim bólem i chęcią wylania go. Z drugiej strony lęk powstrzymujący go przed mówieniem. Kiedy opowiedziałem co robię i czym się interesuję, stwierdził, że chciałby porozmawiać ze mną. Jednak czasu było za mało. Następnego dnia dowiedziałem się, że człowiek ten, zanim wybuchły protesty i walki, codziennie uczęszczał do cerkwi i przyjmował Eucharystię. Należał do Ukraińskiej Cerkwi pod Patriarchatem Moskiewskim (podająca się jako cerkiew ukraińska, ale pod wpływem moskiewskiej). Wpadł w wielką wątpliwość, kiedy cerkiew ogłosiła, iż nie wolno modlić się za protestujących na Majdanie, a wszyscy protestujący są wykluczeni z kościoła… Ojciec Sergiy postanowił, iż na jego prośbę odprawi specjalnie dla niego Eucharystię. Uczestniczyliśmy w niej razem. Trzy osoby. Przez cały czas jej trwania bardzo bolało mnie serce. Modliłem się za lekarza i miałem wrażenie, że cierpię z nim. Sam wiem jak to boli, kiedy twój kościół, w którym trwasz latami, zostałeś ochrzczony, nagle zadaje ci ból, bo stwierdza, że nie możesz się za kogoś modlić, odrzuca twoją prośbę o modlitwę... Wiem jak to boli, wiem jakie wkrada się zagubienie… Lekarz po przyjęciu Komunii „zrobił się lżejszy”. Twarz stała się inna. Coś wróciło na swoje miejsce.

Nie miałem odwagi tego zrobić, jednak bardzo chciałem go uściskać i powiedzieć: Chrystus jest jeden i niepodzielny. Reszta to nasz ludzki i ułomny pomysł na Chrystusa i kościół. Wiem co cierpisz, bo sam tego doświadczam. Nie bój się uważających się za bogów osądzających to co zewnętrzne, udających, że nie widzą owoców… - nie zrobiłem tego, ale mam nadzieję, że  to przeczyta lub ktoś inny to zrobił. Nie spotkaliśmy się już w czasie mojego pobytu. Cóż, mnie też hamuje lęk wynikający z przykrych doświadczeń, szkoda że przed okazaniem prostej braterskiej miłości. Następnym razem postaram się znaleźć więcej odwagi. Tylko czy będzie następna szansa?

Dla mnie refleksja jest z tego jedna. To my pozwalamy się zastraszać i wbijać sobie w głowę rożne opinie i wynikające z nich lęki. Boimy się bożków tego świata. W lęku przestajemy myśleć i ufać Bogu. Za to ufamy w to, czym straszą nas bożki władzy, pieniądza… Pierwszy raz spotykam się z bólem, jaki może wywołać w wiernych złe funkcjonowanie kościoła. Jak bardzo ludziom jest potrzebna ta wspólnota w sakramentach, jak ożywia, jak nadaje sens… Nie znam czasu komunizmu w Polsce. Urodziłem się już jako wolny od tego. Ale oglądając film o bł. Ks. Popiełuszce uświadamiam sobie, jak wielką wagę mają w takim czasie odważni duchowni, zajęci ludźmi a nie sobą. Duchowni nie dający się zastraszyć, nie chowający się za prawami liturgii, duchowieństwa. Prości, spowiadający na skrzynce po tanim winie… Oglądałem film o ks. Jerzym jako seminarzysta pierwszego roku. Nie zapomnę poruszenia na sali kinowej, kiedy okazało się, że ks. Jerzy miał problemy ze śpiewem i palił papierosy. W seminarium śpiew spędzał sen z powiek, bo egzaminy były u samego Rektora, a palenie papierosów było szykanowane. Sam należałem do palących seminarzystów. Za każdym razem, kiedy współpracuję z o. Sergii, spotykam bardzo podobne sceny do tego z filmu. Czy mam przed sobą następnego Popiełuszkę?

A oto przyszedł Anioł Pana i usiadł pod terebintem w Ofra, które należało do Joasza z rodu Abiezera. Gedeon, syn jego, młócił na klepisku zboże, aby je ukryć przed Madianitami.I ukazał mu się Anioł Pana. «Pan jest z tobą - rzekł mu - dzielny wojowniku!» Odpowiedział mu Gedeon: «Wybacz, panie mój! Jeżeli Pan jest z nami, skąd pochodzi to wszystko, co się nam przydarza? Gdzież są te wszystkie dziwy, o których opowiadają nam ojcowie nasi, mówiąc: "Czyż Pan nie wywiódł nas z Egiptu?" A oto teraz Pan nas opuścił i oddał nas w ręce Madianitów». Pan zaś zwrócił się ku niemu i rzekł do niego: «Idź z tą siłą, jaką posiadasz, i wybaw Izraela z ręki Madianitów. Czyż nie Ja ciebie posyłam?»

Izraelitom pogrążonym w lęku przed bożkami i napadającymi Madianitami Bóg posyła Anioła Pańskiego. Ukazuje on się Gedeonowi gdy ten młóci w piwnicy zboże. Wykonuje na pozór zwyczajną czynność. Tylko że zboża nie młóci się w piwnicy. Robi się to w przewiewnych miejscach, gdzie wiatr lub przeciąg pozwala na szybkie oczyszczenie powietrza, bo powstają tumany żrącego kurzu, latają fragmenty łusek… Można więc sobie wyobrazić jak to wygląda. A Anioł Pański przychodzi i mówi: Pan z tobą, dzielny wojowniku! Czy Anioł sobie żartuje z Gedeona? To chyba trochę niepoważne. Nic dziwnego, że Gedeon odpowiada skarżąc się: Wybacz mój Panie! Jeśli rzeczywiście Pan jest z nami, dlaczego spotyka nas to wszystko? I skarży się Bogu : gdzie te wszystkie cuda, wspaniałości, o których opowiadają przodkowie, księża w kościele, Biblia, obiecują rządzący?

Oj, nietrudno znaleźć ludzi oceniających sytuację. Znających się na wojnie, prowadzeniu polityki… Krytykujących i narzekających na ustrój państwowy. Wołających: a gdzie są pieniądze dla naszego wojska, dowódca źle postąpił, źle pokierował… Gorzkie żale płyną często i intensywnie. Przed komputerem, w ciepłych papciach, z kawą – wszyscy znają się na wojnie, poprawie polityki. A tak naprawdę każdy klepie zboże w swojej piwnicy w strachu przed Madianitami i narzeka, że się dusi. Ale, zaraz, czy to nie my pozwoliliśmy, aby zapanowały nad nami bożki? Czy to nie nam wygodniej żyć z bożkami, korupcją…

Pan zaś zwrócił się ku niemu i rzekł do niego: «Idź z tą siłą, jaką posiadasz, i wybaw Izraela z ręki Madianitów. Czyż nie Ja ciebie posyłam?» «Wybacz, Panie mój! - odpowiedział Mu - jakże wybawię Izraela? Ród mój jest najbiedniejszy w pokoleniu Manassesa, a ja jestem ostatni w domu mego ojca». Pan mu odpowiedział: «Ponieważ Ja będę z tobą, pobijesz Madianitów jak jednego męża». Odrzekł Mu na to: «Jeżeli darzysz mnie życzliwością, daj mi jakiś znak, że to Ty mówisz ze mną. Nie oddalaj się stąd, proszę Cię, aż wrócę do Ciebie. Przyniosę moją ofiarę i położę ją przed Tobą». A On na to: «Poczekam tu, aż wrócisz».Gedeon oddaliwszy się przygotował koźlę ze stada, a z jednej efy mąki przaśne chleby. Włożył mięso do kosza, a polewkę do garnuszka i przyniósł to do Niego pod terebint i ofiarował.

Anioł na narzekanie Gedeona reaguje słowami: Idź z tą siłą, którą masz w sobie, i wybaw Izraela z rąk Madianitów! Oto ja ciebie posyłam! Po przeczytaniu w Biblii tego zdania chce się od razu powiedzieć: Aniele, ty nic nie rozumiesz. Ja tu mam problem, wszystko jest nie tak, a ty każesz mi  ruszyć na jeszcze większy problem z niczym. Gedeon w swojej odpowiedzi Aniołowi zaczyna się migać : " ja nie mogę, nie umiem, taki mały jestem, nic nie mam, taki nieznaczący jestem w Izraelu. Nie, no coś ty, ja?!". Inaczej mówiąc: Panie Boże może uda się Ciebie wziąć na litość i sprawę załatwisz bez mojego wysiłku. No bo przecież ja takie nic jestem (owszem narzekanie i ocenianie wychodzi całkiem dobrze). Anioł nie odpuszcza: Ponieważ Ja (Pan) będę z tobą, pobijesz Madianitów jakby to był jeden człowiek. Z Bogiem trudno się spierać i wątpić w to co mówi. Więc Gedeon ucieka się do sprawdzenia, czy Bóg jest Bogiem. Prosi o znak, a nawet używa podstępu, by potwierdzić domniemanie, że rozmawia z samym Bogiem. Do złożenia ofiary przynosi zupę (wywar) – choć jako Izraelita wie, że zupy nie składa się w ofierze. Jakby Bóg się jednak pogubił w tym co kazał składać w ofierze – to znaczy, że nie jest Bogiem.

Dotykającą sprawą jest ogromny kontrast na Ukrainie. Z jednej strony, niby wszystko jest, więcej nie trzeba, a z drugiej - żołnierze nie mają takich podstawowych rzeczy jak buty, skarpety, bielizna, mundury… Na agregat muszą czekać tygodniami. Oczywiście bronią wtedy granic, wszyscy są z nich dumni... To znowu są bataliony ochotników, którzy dostają nadmiar. Coś tu jest dziwne.

PANU BOGU NA OFIARĘ DAJE SIĘ MIĘSO – nie zupę.

Z własnego doświadczenia wiem, że im więcej dajemy tym więcej zyskujemy. Kiedy dowiedziałem się, że potrzeby jest generator, miałem problem. Mogę wysłać pieniądze i nie opłacić podatku, ZUS, banku… Tym samym zajechać finansowo firmę. Zaryzykowałem, składając na ofiarę te pieniądze i dziękując Bogu, za każdą łaskę jaką do tej pory dostałem i za braci bez prądu. Nie minęło nawet 24 godziny od wysłania pieniędzy, a już otrzymałem ich zwrot w nowych zamówieniach, wpłatach. Tak działa Bóg!

Kiedy na stronie internetowej Elios – Milist ogłoszono, że Polak przysłał pieniądze na generator, od razu pojawiły się na Ukrainie pieniądze na następne. Zaraz? Czy to nie jest branie Pana Boga na litość (poczekam, może obejdzie się beze mnie) i dawanie Mu zupy na ofiarę?

Spotkałem się ze sceną, kiedy ktoś przynosi do biura fundacji garść jakiś rzeczy. Jakieś leki… Wiem, że ta osoba sama często nie ma na jedzenie, musiała zrezygnować z mieszkania w Kijowie i zamknąć pracownię na zimę. Przynosi, zawstydzona tym, że niewiele. Ale to jest wszystko co ma! Zaraz po tym spotykam ludzi z najnowszymi terenówkami za duże pieniądze, duchownych podjeżdżających pod klasztor najnowszymi autami o zaawansowanej technice. Ludzi z daczami pod Kijowem wyłożonymi kaflami pod sufit, sauną… I co od nich słyszę? Sława Ukrainie! – krzyczą najgłośniej jak potrafią. Nasi chłopcy zwyciężą! Potem w blasku fleszy, najważniejszych gazet, oddają na wschód starego busa sprowadzonego za grosze z Polski, dla bohaterów walczących w rozpadających się butach i odprowadzających podatek na wojsko z otrzymywanego żołdu.

Anioł powiedział Gedeonowi : Weź mięso i przaśne chleby i połóż je na tej skale, a wywar rozlej. No ładnie. Izrael głoduje a Anioł każe rozlewać zupę! Jednak godność ma swoją cenę. Bo co to jest zupa? Gotuje się z resztek mięsa przylegających do kości, a większość jej składu to woda. Zupa jest wiec symbolem tego, co nam zbywa, czego mamy za dużo. Busa będzie trzeba naprawiać bo jest stary i wylewać pieniądze - bo był nadmiarem. Leki przyniosą komuś ulgę, uratują życie – były wszystkim co ktoś miał.

Owszem, każda ofiara  w sytuacji Ukrainy jest ważna i ma wagę złota. Każda! Jeśli jednak dajesz a cię to nie zaboli, nie ryzykujesz, to jakim jesteś bohaterem? Dajesz z tego co Ci zbywa. Nie mów mi, że zależy ci na Ukrainie, wolności… Wtedy kłamiesz. Tym co ci zbywa próbujesz uspokoić sumienie. Dalej żyjesz w lęku o swoje grosze – jednak nie mnie to oceniać i komentować.

Przykładem dawania naprawdę wszystkiego jest dla mnie o. Srergii i otoczenie z jakim spotykam się jadąc do żołnierzy. Mogliby siedzieć w domu, z rodziną. Pić kawę i jeść bogaty świąteczny obiad. Wsiadają jednak do samochodów, zabierają pomoc i jadą… To są naprawdę długie i męczące godziny podroży. Ryzykują swoje dwa pieniążki.

Kiedy poznałem o. Sergii, na początku nie mogłem przyzwyczaić się do tego, że ma żonę. Ksiądz z czułością obejmujący i całujący kobietę? Hm. Dla katolika jakieś nieznane. Szybko odkryłem w o. Sergii niezwykle wrażliwe serce i odwagę bycia sobą. Wielką odwagą wykazał się przechodząc z patriarchatu moskiewskiego do patriarchatu kijowskiego. Zaryzykował wiele. Wybrał jednak jedność z ludem. I taki jest. Kiedy ma okazję bawić się z dziećmi – to się bawi z całym zaangażowaniem, kiedy trzeba wesprzeć żołnierzy, pojechać do nich – robi to całym sobą.  Prowadzi Fundację Elios – Milist z wielkim zaangażowaniem. Nie zraża się, kiedy brakuje na pomoc, szuka, zachęca, chodzi, prosi, organizuje… Kiedy śpi i je – nie wiem, ale wiem, że to odbija się na jego zdrowiu. Owszem, na pierwszy rzut oka można zarzucić mu różne wady. Ale zaraz... Popiełuszko miał problemy ze śpiewem i papierosami - czy to go dyskwalifikowało? Tak  się stało, że się dobrze rozumiemy. Mamy podobne intencje działania. A wszelkie przeszkody mentalne i charakterologiczne pokonujemy wierząc w istnienie miłości braterskiej.

Wówczas rzekł do niego Anioł Pana: «Weź mięso i chleby przaśne, połóż je na tej skale, a polewkę rozlej». Tak uczynił. Wówczas Anioł Pana wyciągnął koniec laski, którą trzymał w swym ręku, dotknął nią mięsa i chlebów przaśnych i wydobył się ogień ze skały. Strawił on mięso i chleby przaśne. Potem zniknął Anioł Pana sprzed jego oczu. Zrozumiał Gedeon, że to był Anioł Pana, i rzekł: «Ach, Panie, Panie mój! Oto Anioła Pana widziałem twarzą w twarz!» Rzekł do niego Pan: «Pokój z tobą! Nie bój się niczego! Nie umrzesz».

Wróćmy do Gedeona. Kiedy przekonał się wreszcie, że Bóg jest Bogiem - przeraził się. No zrobiło się chłopakowi głupio. Ostatecznie to z Bogiem rozmawiał… Ajajaj – co za gafa.

Mam wrażenie, że w całym lęku, narzekaniu, lekceważy się cuda, znaki jakie pojawiają się na Ukrainie. Jakby nie wywierają one wrażenia. Widzimy i koncentrujemy się bardziej na tym czego nie ma, co nam zabrano, jaka korupcja, niż na tym jakie znaki daje Bóg. A znaków takich jest wiele.

Wielu żołnierzy opowiada o cudownie zachowanym życiu. Może i nie spadają wtedy pioruny  i nie ukazują się aniołowie. Już prawdziwym cudem jest to, że utrzymuje się pozycje, nie oddaje się ziemi mając fatalne warunki, kiepski sprzęt. Wszystkiego brakuje. Można powiedzieć, że mówić o cudach tam gdzie strzelają i człowiek człowiekowi odbiera życie, to niedorzeczne, przesada. Jednak Bóg nie może zrobić jednej rzeczy: nie zainterweniuje w ludzką wolną wolę. Jeśli ona jest nastawiona na zabijanie za pieniądze, co znów powoduje że ktoś musi się bronić, to Bóg nie spuści piorunów, ale będzie interweniował inaczej. Wielu ginie. Jest też wielu cudem ocalonych. „Cyborg” przeżywa pod gruzami. Po co? Żeby dać świadectwo? Żołnierz przeżywa przysypany ziemią, inny pożar… Zawsze gdzieś znajdzie się pomoc, pieniądze na coś…

Bardzo utkwiły mi w pamięci słowa jednego z dowódców kiedy przyjechaliśmy na miejsce stacjonowania wojska. Oleg cały czas powtarzał: Jak się cieszę, że wyście przyjechali. Akurat teraz. Na Paschę! Jak ja się cieszę! – takie małe cuda, żeby się zorientować, iż jest Bóg.

Tej nocy Pan rzekł do niego. «Weźmiesz młodego cielca z trzody twego ojca i cielca drugiego, siedmioletniego, a zburzysz ołtarz Baala, własność twego ojca, oraz zetniesz aszerę, która jest obok. Następnie zbudujesz ołtarz dla Pana, Boga twego, na szczycie tej skały układając [kamienie], weźmiesz tego drugiego cielca i złożysz z niego ofiarę całopalną, używając drewna ściętej aszery». Wziął więc Gedeon dziesięciu ludzi ze swej służby i uczynił tak, jak mu Pan nakazał. Ponieważ jednak bał się rodu swego ojca i mieszkańców miasta, nie uczynił tego za dnia, ale w nocy. A oto kiedy o świcie wstali mieszkańcy miasta, ujrzeli i rozwalony ołtarz Baala, wyciętą aszerę i cielca złożonego w ofierze całopalnej na zbudowanym ołtarzu. Mówili więc jeden do drugiego: «Któż to uczynił?» Szukali więc, badali i orzekli: «Uczynił to Gedeon, syn Joasza». Następnie rzekli mieszkańcy miasta do Joasza: «Wyprowadź swego syna! Niech umrze, gdyż zburzył ołtarz Baala i wyciął aszerę, która była obok niego».

Pierwsza misja Gedeona polegała na tym, aby zniszczyć ołtarz Baala. Dostaje bardzo dokładne polecenie jak to zrobić. Tekst może wydawać się zawiły, ale pokazuje bardzo ciekawe prawdy. Gedeon ma wziąć dwa cielce. Ciekawe, że drugi cielec ma mieć 7 lat. Czyli tyle samo lat na ile Bóg wydał Izrael w ręce Madianitów. Ma zniszczyć ołtarz Baala i na jego miejscu zbudować ołtarz ku czci Boga. Potem złożyć ofiarę spaloną na drzewie uzyskanym ze ściętej aszery (aszera to rodzaj słupa kultowego, pod którym składano ofiary, palono kadziła. Aszera jest też boginią, żoną Baala) . Oczywiście Gedeon nie sprzeciwił się Bogu. Wykonał co należało. Tylko jak? Wziął 10 ludzi, nocą - bo się bał. Dalej się bał. Zadanie jednak wykonał. I stało się coś dziwnego. Ludzie z miasta (nie wiemy kto, czy Izraelici, czy Madianici…), przyszli po niego i chcieli go zabić. Chłop zrobił porządek – bo co  tu bożek będzie nad nim stał - i za to  chcieli  go zabić. Dlaczego? Czy Gedeon poruszył jakiś drażliwy temat?

Trudnym tematem dla Ukrainy są bożki. Polacy dostają szału na hasło: UPA, Bandera, Wołyń. Oba narody sprzeciwiają się posągom Lenina. Jeśli jedni próbują coś usunąć, nazwać – to drudzy się buntują. Bardzo drażliwy temat.

W swoich działaniach na rzecz Ukrainy niejednokrotnie słyszałem od Polaków, żebym uważał, żebym to zostawił. Wielokrotnie po przyjeździe padają pytania: i co, i co, oni naprawdę tam tak uwielbiają Banderę? Hubert, uważaj. Pamiętaj! Wołyń. Mordowali nas. Tu znów dowiaduję się, że Poroszenko podpisał złą ustawę raniącą uczucia Polaków. Jakie jest moje zdanie na ten temat?

A może by tak z miłością? Tak normalnie. Jak ludzie. Jak chrześcijanie. Może by tak w końcu pościnać te aszery i posągi. Czy naprawdę nie widać, że ciągłe gadanie o tym, doprowadza do tego, że zamiast Boga ważniejsi stają się inni. Stawiamy bożków pomiędzy nami. A to naprawdę przekroczenie Pierwszego Przykazania Bożego! Kościół każe się uczyć tylko skrótowej wersji tego przykazania. W pełni ono brzmi:

Wtedy mówił Bóg wszystkie te słowa: „Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą. Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań” (Wj 20, 2-6). Inaczej mówiąc: niech pomiędzy tobą a mną nie będzie żadnej innej twarzy, rzeczy.

Zadajmy sobie szczerze pytanie. Czy Bandera załatwi teraz pieniądze dla biednych? Czy UPA wsiądzie w samochody i pojedzie przeżyć z żołnierzami Paschę, da im sprzęt ? Albo czy zawalczy w obronie granic? Już nie. A jednak potrafią stawać w centrum uwagi, zasłaniać prawdę, którą jest tylko Bóg!

Czy to nie Rzym jest dziś w centrum Kościoła Katolickiego? A ilu to tam Rzymianie wymordowali chrześcijan? Mówimy teraz z dumą: na krwi męczenników zbudowano mocny Kościół! Ale to była zbrodnia na chrześcijanach. Niesprawiedliwa zbrodnia. I to jak dokonywana! Czy nie możemy w końcu popatrzeć tak na Wołyń ? Czy ktoś się dziś odgraża Rzymianom, domaga przeprosin, co gorsza dzisiejszych Rzymian widzi ciągle jako zbrodniarzy? Czy ta tragedia nie zasłania nam Boga? Nie powoduje, że trudno nam okazać miłość. Możemy się poczuć lepsi, kiedy będziemy miłowali nieprzyjaciół – tak mówi Biblia a to Słowo BOGA!

Poznałem w życiu niesamowitego człowieka. Przezywali go RYBA. Ks. Marek Rybyński. Pojechał do Tunezji jako misjonarz. Rozmawiałem z nim przed jego wyjazdem. Bał się, bo opowiadano mu różne historie o Tunezji. Pojechał. Został zamordowany. Ale to co wydarzyło się po jego śmierci przerosło wszelkie oczekiwania. Marek pracował w szkole, gdzie jako katolik uczył muzułmańskie dzieci. Zamordował go pracownik szkoły – woźny, muzułmanin. Kiedy wieść się rozeszła Tunezyjczycy nie wytrzymali. Wiedząc, że są kojarzeni z terroryzmem, fanatykami, wbrew wszystkiemu wyszli na ulice z transparentami głoszącymi: „Nie! My tacy nie jesteśmy! Zmieniła nas ta miłość!!!”. Marek kiedy wyjeżdżał twierdził, że ktoś wreszcie musi tam zanieść miłość, bo inaczej nic się nie zmieni. Miał rację. Oddał za to życie. Ale wiele tym zmienił.

Teledysk o Marku:

 

Też czasem boję się wyjazdów na Ukrainę. Nasłuchałem się i naczytałem historii o złych Ukraińcach co to mordują i tylko to mają w głowie. Wiem też co czasem wyrabiają w Polsce, jak byli wykorzystywani przez mafie. I zawsze jakoś tak się biję w sobie. Ale jadę. Spotykam ludzi różnych. Może coś jest ze mną nie tak, ale wierzę , że nie ma na świecie człowieka, który nie miałby w sobie pierwiastka Boga. A tego nie da się zniszczyć. Owszem, spotykam się z inną  dla mnie mentalnością. Czasem nawet z niepokojącymi zachowaniami. Można spotkać niski poziom moralności. Ale nie śmiem tego oceniać, bo ja urodziłem się w wolnym kraju, a oni żyją latami w lęku, niewoli. Nie śmiem tego ocenić, bo byłby to grzech. Za to mam do nich szacunek, bo chcą żyć normalnie, w wolności i bez lęku. Wyzwalanie się będzie jednak trwało latami. Jak każda terapia.

Podczas ostatniego wyjazdu utkwił mi w pamięci układ zdarzeń, który ponownie dał mi dowód na to, że się nie mylę szukając „pierwiastka Boga” w człowieku i że warto tylko na tym być skoncentrowanym, bo żadne zło nie jest godne koncentrowania się na nim.

Kiedy dotarliśmy do jednego ze sztabów, jakoś tak nie zwracając uwagi (trochę czując się jak u siebie) usiadłem na pryczy jednego z dowódców. Wcześniej dotarły do mnie różne opinie o nim, więc miałem wobec niego " obserwacyjny dystans". Nagle usłyszałem hasło: „to moje łóżko”. Zabrzmiało to jakbym miał zamiar je wynieść, zabrać lub poważnie naruszył prywatność… Pomyślałem sobie, no tak, broni swego. Oczywiście w głowie włączyły się od razu wszystkie zasłyszane opinie o nim, o Ukraińcach. No przecież jechałem tyle kilometrów,  zbieram pieniądze, a tu masz - "moje łóżko". Jak to zwykle bywa, Pan Bóg od razu utrze mi nosa w takich chwilach.

Wszedłem do pomieszczenia gdzie śpią żołnierze i trafiłem na moment kiedy dowódca wręczał odznaczenie kapelana o. Sergiowi. Chyba trochę zakłóciłem uroczystość. Cieszyłem się jednak, że chłopaki postarali się i stanęli na wysokości zadania odznaczając o. Sergii, który bardzo ich kocha. Problem w tym, że dowódca nagle obrócił się w moją stronę trzymając w ręku takie samo odznaczenie. Oj! I co teraz? Niby za co odznaka dla kapelana? Nie jestem duchownym. Maluję ikony.

Chciałem wreszcie zobaczyć jak wygląda w środku czołg. Zapytałem dowódcę czy mi pokaże. Myślałem, że pójdziemy zobaczyć i już. O! Nie tak szybko. Dowódca pokazał swoje troskliwe serce. Najpierw kamizelka kuloodporna. Jak narzekałem, że jest ciężka, podał mi swoją – dwa razy cięższą. Stwierdziłem, że moja jednak lepsza. Hełm na głowę (ten pasek na brodę jest chyba tylko po to by żołnierz za dużo nie gadał). I teraz możemy jechać zobaczyć czołg. Pełna opieka. Wezwany został czołgista. Przyszedł, zameldował dowódcy że: "na Wasze wezwanie…" itd. a ja sobie uświadomiłem, że jestem w wojsku i nie ma żartów. Wszystko mi pokazał, objaśnił, łącznie ze wskaźnikami temperatury. Aby nie było, że tylko oglądałem, dowódca zaproponował i zezwolił, abym podobnym sprzętem (mniejszym Bojowym Wozem Piechoty) pokierował. Wiadomo – faceci to lubią. Oczywiście wóz został wezwany do sztabu. Na górze siedziało  dwóch chłopaków z pistoletami. Robi to wrażenie. Przejażdżka była super, a chłopaki nie pospadali. Oczywiście wszystko po wojskowemu i po ukraińsku. Na „bohato”.

Można by stwierdzić: i co z tego ? Takie tam pokazanie się. Nie. Nie daje się odznaki z napisem Kapelan Polowy ot, tak... I to jeszcze osobie, która nie jest duchownym i widzi się  ją  trzeci raz w życiu. To jak mianować kogoś opiekunem duchowym. Żołnierze nie wiedzą, że noszę w sercu pragnienie kapłaństwa. Nie wiedzą jak z powodu niemożności zrealizowania tego pragnienia cierpię. Jak za każdym razem kiedy tam jadę to boleję, że nie mogę im udzielić sakramentów, bo ktoś niesprawiedliwie zadecydował za Boga i za mnie. Bardzo chciałbym przynajmniej udzielić im sakramentów, rozgrzeszyć… A Oni dają mi odznaczenie kapelana. Dla mnie ta odznaka jest jak „duchowe święcenia” i przynagla mnie do jeszcze większej troski duchowej o nich. Jakoś od tej chwili zacząłem o żołnierzach myśleć i mówić przed Bogiem: „ci moi żołnierze”. Dowódca też wcale nie musiał dbać o moje bezpieczeństwo. Nie jest za mnie odpowiedzialny, a kilka godzin wcześniej jeździliśmy po tych samych drogach bez kamizelek. Nie pomyśleliśmy jednak o bezpieczeństwie. On pomyślał o moim.

Jak Gedeon, po tych zdarzeniach musiałem się trochę pospierać z Bogiem, żeby On mi pokazał, że jest Bogiem. No bo nigdy nie wiadomo, czy tylko trafiono w moje uczucia i złapano mnie za serce, czy mówi ze mną Bóg przez ludzi.

Miałem o. Sergii pokazać czytanie do liturgii. Nie mam Biblii po Ukraińsku, wiec znalazłem leżącą obok łóżka dowódcy. Biorę, a tu obrazkiem zaznaczone miejsce, jakby zakładką. Hm. Czyta? Zapytałem więc dowódcę czy czyta. Odpowiedział: „No, ja czytam”. Żeby się upewnić, że czyta, zarzuciłem mu, że coś nie za często, bo Biblia nie jest brudna od palców. Kartki z boku zazwyczaj się dość brudzą. Na co dowódca zaskoczył mnie wyjaśnieniem, że żołnierze nie mają ot takiej sobie Biblii. Jest ona wydrukowana na kartkach z plastiku (tworzywa), które nie przemaka i Biblię można nawet umyć, bez obawy o uszkodzenie. Coś takiego ! Dowódca czyta Biblię ! No to gdzie są ci wszyscy banderowcy, agresywni Ukraińcy…. Bo coś tu nie gra. Dowódca w bunkrze, na wojnie czyta Biblię. Są naprawdę setki innych książek. On czyta Biblię, dba o bezpieczeństwo innych… i jest Ukraińcem. Refleksja jest jedna. Trzeba w końcu uderzyć się w pierś. Bo czy tak zachowują się zbrodniarze? I czy nie jest tak, że w naszych głowach opinie i złe wydarzenia w historii stają przed kochaniem człowieka i szukaniem w człowieku miłości ? Czy my przypadkiem nie zabieramy szansy Ukraińcom? I czy wygłupy jednostek od razu muszą kreować w nas obraz całego narodu?

Cóż. Gedeona chciano zabić, bo rozwalił bożka. Naruszył wygodne myślenie i trzymanie w lęku. Tak łatwiej. Niech sobie będzie ten bożek, czyli ogólna opinia, bo tak łatwiej i wygodniej. Nie trzeba wtedy mieć wyrzutów sumienia, bo przecież tamci są tacy i tacy. Jednostki wyznające bożka i cały naród jest od razu zły. Nie. To nieprawda. Może by tak spojrzeć w drugą stronę. Bożki czci się z lęku. A nad zlęknionym człowiekiem ma się władzę. Bożki ją wtedy mają, co nie oznacza, że ludzie zalęknieni są źli. Mogą robić dziwne rzeczy z lęku. Lęk potrafi zniszczyć psychikę ludzką. Ale czy to oznacza, że człowiek przestaje być człowiekiem? Z lęku niestety wychodzi się latami. Doświadczam tego na własnej skórze. I wiem jak boli ogólna opinia, skreślanie, odrzucanie. Wiem też, jakie to rodzi emocje…

Na to Joasz odpowiedział wszystkim, którzy go otaczali: «Czyż do was należy bronić Baala? Czyż to wy macie mu przychodzić z pomocą? Ktokolwiek broni Baala, winien umrzeć jeszcze tego rana. Jeśli on jest bogiem, niech sam wywrze zemstę na tym, który zburzył jego ołtarz».
I od tego dnia nazwano Gedeona "Jerubbaal", mówiąc: «Niech Baal z nim walczy, bo zburzył jego ołtarz».

Gedeona nie zabito a nazwano: Jerubbaal, mówiąc, że niech walczy z nim sam Baal, skoro zburzył jego ołtarz. Mówiąc dosadnie: zignorowano go. Oczywiście zrobiono to z lęku. Trochę się pogubiono gdzie leży prawda. Baal się nie obronił. Musiał by to zrobić nie swoimi rękami. Bóg Izraela za to wcale się nie mścił i nie odgrażał. Jak zawsze. Z ukrycia i najlepiej tak by nikt nie zauważył, że to On, pomagał i prowadził. Za którym pójdziesz? Którego wyznajesz?

Ja jestem chrześcijaninem. Wyznaję Boga Jedynego. On mnie uczy nie bać się bożków i sobie ich nie stawiać przez opinię, ocenę. On uczy mnie, że zło trzeba nazywać i potępiać, odrzucać, ale nie wolno skreślać i niszczyć przy tym człowieka. On uczy mnie, że zło to zło a człowiek nie jest złem, choć  je czyni. Uczy, że trzeba w człowieku szukać dobra,  podsycać je, z nim dialogować...

 

 

Jak smakuje źle zmielona kawa wtedy?

Jak najdroższa „kopi luwak”, bo siedzisz naprzeciw dowódcy z Medalem Heroja Ukrainy i wiesz, że wygrałeś bo widzisz w nim człowieka a nie opinię i zło, które może uczynił on czy jego przodkowie.

CDN

 

 

 

 

 Dziękuję:

o. Srergiowi Dmitriew, ppłk Sergiejowi Sobko, dowódcy Olegowi Aristarkhov, ppłk Olegowi Goncharuk, Lekarzom, wszystkim spotkanym żołnierzom oraz innym wolontariuszom i Youry Bilakowi.

 

 

 

Fragmenty Biblii Tysiąclecia ze strony: http://biblia.deon.pl

Fotografia: Youry Bilak - Francja - http://www.yourybilak.com/

Odsłony: 2675

Pomóż nam się rozwijać! Darowizna przez system PayU.


Formularz kontaktowy